Marian Opania
12.03.2015r.

MARIAN OPANIA
w Kole Kultury
w cyklu Świat się śmieje
12 marca 2015 r. o godz. 18.00

"Dzięki Panie za Opanię" - taką dedykację od Prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej Koło - Janusza Szmigiery otrzymał nasz gość, na rysunku ślimaka, który jest naszym znakiem rozpoznawczym - symbolem Koła Kultury. Mieliśmy poczucie, że znakomicie oddaje to nasz podziw i szacunek dla Mistrza sztuki teatralnej i kabaretowej w najszlachetniejszym gatunku.
Marian Opania jest aktorem od 20 lat związanym z Teatrem Ateneum w Warszawie. Tam wystąpił w legendarnych już spektaklach "Hemar", "Wysocki", "Tuwim" czy "Brel", w których dokonywał znakomitych interpretacji piosenek aktorskich.
Ostatnio obchodził 50-lecie swojej pracy artystycznej i uczcił je - w Teatrze Buffo u Józefowicza i Stokłosy - wyreżyserowanym przez siebie spektaklem "Cohen-Nohawica", w którym sam również występuje.
Przybył z Puław (podobno jego przodek w XVIII wieku został przywieziony z włoskiej Umbrii jako ogrodnik na dwór Czartoryskich). Pewnie dlatego ma zamiłowanie do uprawy ogrodu, ale także łowienia ryb i rzeźbienia w drewnie Frasobliwych Chrystusów.
Opania skończył warszawską PWST i jeszcze na studiach zadebiutował w filmie Andrzeja Wajdy "Miłość dwudziestolatków".
Dotąd zagrał w 150 filmach w tym "Palcu bożym" Antoniego Krauzego, "Cudownie ocalonym" Janusza Zaorskiego czy "Człowieku z żelaza" Wajdy. Występował też u Kazimierza Kutza czy Filipa Bajona.

W naszej "ankiecie" odpowiedział, po występie, na kilka pytań
- Jakie słowo jest dla Pana najśmieszniejsze?
- Menda!
- Jakie słowo wydaje się najsmutniejsze?
- Śmierć.
- Prywatnie najbardziej bawi mnie...
- Maksio, mój wnuczek.
- Co Pana pobudza do śmiechu?
- Dobry, inteligentny dowcip.
- Co przygasza i zasmuca?
- Głupota i chamstwo.
- Co wnosi Pan o ludziach po tym, z czego się śmieją?
- Ha, to zależy kto. Inteligenci śmieją się we właściwych miejscach, a nieinteligenci nie wiedzieliby o czym mówię. Nieinteligenci śmieją się, gdy jest co drugie słowo k...a albo z monologu o pierdzącej cioci... To pojawia się zresztą w repertuarach kabaretów, które dziś hasają po naszych ekranach. Ale ja się nie zniżam się do tego poziomu rozrywki. (Czyli, jak sama Pani mówi, po śmiechu jego poznasz...)
- A z czego śmieją się Polacy jako nacja?
- Z polityków.
- I mają z czego się śmiać?
- Oj mają, mają...
- Jakie jest Pana ulubione przekleństwo?
- No niestety... k...a.
Nie jestem z urodzenia Warszawiak, ja jestem Puławiak, mimo że tata zginął w powstaniu warszawskim (też nie Warszawiak) i wywalczył mi "obywatelstwo" tego miasta. Ja się najbardziej czuję Puławiakiem. Mieszkałam w młodości na takiej inteligenckiej uliczce w Puławach... Koło mnie sami inteligenci mieszkali, ale ja i tak się przyjaźniłem z nieinteligentami. U mnie w rodzinie nie mówiło się nawet słowa d...a, to było niemożliwe... Najwyżej - pupa. I nie szło się do kibla. Broń Boże! Do ustępu? Niemożliwe! Do wygódki... Największe przekleństwa używane w domu to było: psiakrew i chaliera...
A ja cóż, mówię k...a, ale nie co drugie słowo, tylko jak jestem wkurzony...
- Jakie czasy i wydarzenia są wymarzone dla satyry? Na co pisać dzisiaj satyrę?
- Satyra z czasów komunizmu była znacznie subtelniejsza, bo szła ogródkami. A teraz się wali prosto z mostu i to jest żaden cymes. Ja się przyzwyczaiłem do dowcipu zakamuflowanego. A dziś się wali: No, k...a, mamuśka, co ty głucha jesteś! Moim zdaniem, nie ci ludzie mają pieniądze, którzy powinni. I taki, co się dorobił sprzedając towar na łóżku polowym bawi się takimi niewybrednymi żartami, bo widzi w tym siebie samego. O! taki sam jak ja! I to jest przerażające. Poziom kultury i sztuki obniżył się wyraźnie!
- Gdyby nie ten, to jaki zawód mógłby Pan wykonywać w życiu?
- Ile ja straciłem, ale ile i Polska straciła... Niestety, dostałem się w pierwszym podejściu do szkoły teatralnej. A papiery składałem także na fizykę jądrową... No i co, dzięki mnie mielibyśmy teraz własną broń... I jeszcze mógłbym być stolarzem mebli artystycznych, czy historykiem, bo bardzo pasjonuję się historią.
- Jakiego zajęcia nie podjąłby się Pan za żadne skarby? - Bycia Księgowym. Mimo, że jestem bardzo dobry z matematyki. Potrafię trzycyfrówki mnożyć w pamięci.
- Jaki dowcip rozbawił Pana ostatnio?
- Niecenzuralny! To jest taki ciężki kaliber, że sobie panie nie wyobrażają. Gdyby moja żona się o tym dowiedziała, to bym chyba w mordę dostał za to.
(I tu Marian Opania opowiedział nam dowcip. Niech żałują ci, których nie było i nie mogli usłyszeć historii jak z teatralnej garderoby...)
- Jak odkrył Pan, że potrafi rozbawić innych?
- Na pierwszym roku szkoły teatralnej. Ja zawsze miałem poważny stosunek do sztuki i we wszelkich wywiadach mówię, że mam duszę Hamleta, Makbeta, Ryszarda III, a nie Wieni z "Moskwa - Pietuszki", czy Frania ze "Szczęścia Frania". Ja nawet nie lubię komikować. Ja się tego po prostu nauczyłem. Na pierwszym roku grałem w "Domu otwartym" Bałuckiego jakiegoś typka... I nagle wszyscy się śmieją. Myślałem, że się ze mnie wyśmiewają. A ja ich po prostu do łez rozbawiłem...
- Jeśli niebo istnieje, co chciałby Pan usłyszeć, kiedy tam dotrze?
- Podzielę tę odpowiedź na dwie części. Niebo wyobrażam sobie zawsze jako krainę mojego biednego dzieciństwa... Ale gdyby mnie w niebie św. Piotr przywitał, to chciałbym, żeby mi powiedział tak: Jak ci się tam podobało, to wracaj...
I ja bym na pewno wrócił.



Money.pl - Kliknij po więcej
Pogoda
20 sierpnia 2019
Źródło: MeteoGroup

E-OPŁATY

Jeżeli posiadasz login oraz hasło możesz zalogować się do moduły e-opłaty.




Zmiany w ustawie
"O spółdzielniach mieszkaniowych"


Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Można zablokować zapisywanie plików cookies zmieniając ustawienia przeglądarki. Szczegółowe informacje w polityce naszej firmy dotyczącej cookies.